Miałam zupełnie inny plan na sierpień
Miesiąc we Włoszech miał być dla mnie czasem podróżowania, smakowania pięknych miejsc, robienia zdjęć i nagrywania. Miejsca bardzo mnie inspirują, więc chciałam trochę tworzyć, trochę odkrywać, a przede wszystkim po prostu korzystać z lata.
Ale okazał się czymś zupełnie innym! 🙂
Wyjeżdżałam po kilku miesiącach ogromnych zmian w moim życiu. Wiele rzeczy się kończyło, wiele decyzji po raz pierwszy podejmowałam zupełnie inaczej niż kiedyś. Czułam, że wewnętrznie naprawdę jestem już w nowym miejscu.
Miałam mnóstwo pomysłów na to, co dalej.
Tylko że moje ciało było zmęczone. Zaczęło brakować mi siły. Chorowałam. Zamiast jechać w kolejne piękne miejsce, po prostu spałam. I nie bardzo miałam z czym dyskutować.
I wtedy, w tej ciszy, zaczęło wychodzić ze mnie bardzo dużo emocji.
Dzisiaj widzę, że był to dla mnie czas pewnego oczyszczenia. Jakby wszystko, co zostało poruszone przez wcześniejsze miesiące — wszystkie zmiany, decyzje, zakończenia i wewnętrzne procesy — dopiero teraz dostało przestrzeń, żeby naprawdę wybrzmieć i puścić.
Nie był to więc łatwy odpoczynek. I na początku trudno było mi się pogodzić z tym, że moje wakacje wyglądają właśnie tak.
A jednocześnie gdzieś bardzo głęboko czułam, że właśnie za takim życiem tęsknię.
Za życiem bez ciągłego wybiegania do przodu. Bez oczekiwania, że coś konkretnego musi się wydarzyć. Bez nieustannego układania rzeczywistości według tego, co wcześniej zaplanowałam.
Chciałam po prostu być w tym, co jest. Spotykać życie takim, jakie przychodzi, zamiast cały czas próbować dopasować je do tego, co sobie wymyśliłam.
I chyba właśnie tego najbardziej uczył mnie ten sierpień.
Możemy być gotowi na zmianę wewnętrznie, ale nie mieć jeszcze zasobów, żeby tą zmianą żyć.
Pomyślałam o ciele jak o ziemi
Wszystkie nasze nowe przekonania, decyzje, pomysły i wizje są trochę jak ziarna.
Możemy siać ich coraz więcej. Tylko jeśli ziemia jest wyczerpana, być może nie potrzebuje kolejnego ziarna.
Potrzebuje odżywienia.
I ja właśnie tego się teraz uczę.
Regeneruję się z większą uważnością na ciało. Nie forsuję się, kiedy nie mam siły. I czasem myślę, że to zmęczenie jest trochę jak rachunek za ostatnie lata, kiedy nieświadomie przekraczałam siebie.
Bo zmęczenie nie zawsze czujemy wtedy, kiedy najbardziej się przeciążamy. Czasem przez lata po prostu działamy, mobilizujemy się i idziemy dalej. A ono wychodzi dopiero wtedy, kiedy wreszcie się zatrzymujemy i dajemy sobie przestrzeń, żeby je poczuć.
Dla mnie to nadal jest nowe i wcale nie takie łatwe. Uczę się podejmować inne decyzje, zamiast automatycznie robić to, co robiłam przez lata.
Powiem Ci coś więcej. Widzę, że za naszym popularnym „nie mam czasu na odpoczynek” może kryć się znacznie więcej niż rzeczywisty brak czasu.
Czasem tworzymy sobie życie wypełnione po brzegi działaniem, bo odpoczynek uruchamia w nas poczucie winy. Bo gdzieś głęboko nauczyliśmy się mierzyć swoją wartość tym, ile robimy. Bo trudno nam odpuścić kontrolę i zaufać, że świat się nie zawali, kiedy na chwilę przestaniemy wszystkiego pilnować.
Ale myślę, że jest tam jeszcze jedna, głębsza warstwa.
Kiedy naprawdę zwalniamy, pojawia się przestrzeń. Cisza. A w niej zaczynamy słyszeć siebie — swoje potrzeby, emocje, ciało, czasem również rzeczy, których wcale nie chcieliśmy usłyszeć.
Żeby odpoczywać, trzeba więc w pewnym sensie nauczyć się być blisko siebie.
A być może również blisko innych. Bo życie, w którym nie jesteśmy bezustannie zajęci, zostawia więcej miejsca na relacje, obecność, słuchanie i prawdziwe spotkanie.
Dlatego coraz bardziej interesuje mnie nie tylko pytanie: „Dlaczego nie mam czasu odpocząć?”, ale też:
„Co pojawiłoby się w moim życiu, gdybym naprawdę dała sobie ten czas?”
Zatrzymaj się. Poczuj. Uznaj.
Mam dla Ciebie jedną rzecz na ten tydzień.
Spróbuj przez kilka dni zauważać moment, w którym Twoje ciało mówi „potrzebuję odpocząć”, a Ty automatycznie odpowiadasz mu „jeszcze tylko…”.
Niczego z tym na razie nie rób. Nie próbuj się naprawiać ani zmieniać swoich nawyków.
Po prostu zobacz, ile razy w ciągu dnia słyszysz swoje ciało — i ile razy negocjujesz z tym, co właśnie Ci powiedziało.
Ja też zaczęłam się temu przyglądać.
I bardzo szybko zobaczyłam, że ta praktyka nie dotyczy wyłącznie momentów, w których ciało mówi: „jestem zmęczone, potrzebuję odpocząć”.
Kiedy naprawdę zaczynamy kierować uwagę do ciała, mogą pojawić się bardzo różne i bardzo konkretne potrzeby.
I zobaczyłam, że zanim zaczniemy inaczej na nie odpowiadać, najpierw potrzebujemy nauczyć się je czuć.
Dlatego pierwszą praktykę naszego wrześniowego cyklu zamknęłam w trzech prostych słowach:
Zatrzymaj się. Poczuj. Uznaj.
Zatrzymaj się — żeby na chwilę wyjść z automatycznego działania.
Poczuj — przenieś uwagę z automatycznego umysłu do ciała. Jak ono się teraz czuje? Czego potrzebuje?
Uznaj — pozwól temu, co usłyszałaś, istnieć.
I właśnie ten ostatni krok bardzo mocno pokazał mi się już w mojej własnej praktyce.
Kiedy naprawdę zaczynamy słuchać, mogą pojawić się potrzeby, których wcześniej nie dopuszczałyśmy do siebie albo których po prostu nie słyszałyśmy.
Zobaczyłam też, że pomiędzy usłyszeniem potrzeby a jej zaspokojeniem istnieje jeszcze bardzo ważna przestrzeń.
Nie muszę od razu wiedzieć, co z tym zrobić.
Czasami mogę po prostu powiedzieć sobie:
„Tak. Słyszę Cię. Widzę, że tego potrzebujesz”.
I pozwolić tej potrzebie wybrzmieć.
Bo już samo zatrzymanie zaczyna zmieniać naszą reakcję — z automatycznej na świadomą. Z automatyzmu przechodzimy do zatrzymania i przeniesienia uwagi do ciała. Zaczynamy wracać do relacji ze sobą i do czucia siebie.
Dopiero później możemy przyglądać się temu, co robimy z tym, co usłyszałyśmy.
Na początek zostań więc właśnie tutaj:
Zatrzymaj się. Poczuj. Uznaj.
Jeśli chcesz pójść ze mną dalej
Ta praktyka otwiera wrześniowy cykl „Ciało • regeneracja • zakorzenienie”, który prowadzę w moim newsletterze.
Raz w tygodniu dzielę się tam swoim doświadczeniem, tym, co sama odkrywam w tym procesie, i zapraszam do kolejnej prostej praktyki.
Nie musiałaś być z nami od początku. Jeśli trafiasz na ten tekst teraz, nadal możesz dołączyć i przechodzić przez kolejne praktyki razem ze mną.







