Twoja moc nie zniknęła. Została zasłonięta
Trudno wskazać dokładny moment, w którym tracimy kontakt z własną mocą. Zwykle nie dzieje się to za sprawą jednego doświadczenia, lecz całej serii drobnych chwil, w których cudze oceny przenikają do naszego wnętrza i stopniowo ranią duszę.
Pisząc ten artykuł, przypomniałam sobie autobiograficzną książkę Alicii Keys More Myself. Artystka opowiada w niej o odzyskiwaniu własnej prawdy, głosu i poczucia wartości po latach dopasowywania się do oczekiwań oraz odsuwania na bok tego, co było w niej żywe.
Przypomniała mi się dziś rozmowa sprzed lat, kiedy ktoś zapytał mnie: „Jak to się stało, że straciłaś siebie?” Nie potrafiłam wtedy wskazać jednego momentu.
Dopiero wtedy zrozumiałam, że zwykle nie tracimy siebie nagle. Dzieje się to w niepozornych chwilach: kiedy zatrzymujemy łzy, podważamy to, co czujemy, przemilczamy własne „nie” albo po raz kolejny wybieramy to, co najlepsze dla innych.
Każdy z tych momentów może wydawać się niewielki. Razem jednak coraz bardziej oddalają nas od własnego głosu, potrzeb i wewnętrznego kierunku.
Możemy nadal działać, osiągać cele i spełniać marzenia. Jednak bez kontaktu z tą żywą częścią siebie, która potrafi się wzruszyć, ucieszyć, rozpłakać i naprawdę czegoś zapragnąć, coraz trudniej rozpoznać, czy są to jeszcze nasze marzenia.
Baśń o Królowej Śniegu niezwykle trafnie oddaje ten proces. Cudze oceny, zasady i przekonania przypominają drobne odłamki zaczarowanego lustra. Zmieniają sposób, w jaki patrzymy na siebie, a z czasem zamrażają także nasze czucie.
Powrót do siebie nie wydarza się w jednej chwili, ale zaczyna się od decyzji. Później wymaga determinacji, konsekwencji, wewnętrznych procesów oraz konkretnych wyborów podejmowanych każdego dnia.
„Droga do samopoznania nie jest linią prostą. To zygzak. Potrzeba pracy, by utrzymać świadomość i żyć zgodnie z jej mądrością”
Świat, który uznajemy za rzeczywistość
Pamiętasz film Truman Show? Pada tam zdanie: „Przyjmujemy za rzeczywistość świat, który nam przedstawiono”. Dorastamy w określonym systemie i przejmujemy jego przekonania, zasady oraz sposoby reagowania, zanim jeszcze potrafimy zapytać, czy są zgodne z naszą naturą.
Być może jako małe dziecko byłam jeszcze blisko siebie. Później stopniowo uczyłam się odcinać od tego, co czułam. Moje emocje, wrażliwość i naturalne reakcje były oceniane. Słyszałam: nie płacz, nie krzycz, nie reaguj. Nie czuj. Zamknij się i rób to, czego oczekują inni.
Z czasem przestałam potrafić się rozpłakać czy wzruszyć. Zamiast żywego przepływu emocji pojawiały się apatia i lęk przed wszystkim, co cielesne, wrażliwe i czujące.
Kiedy ciało uczy się zamierać, zaczynamy żyć przede wszystkim tak, aby nie zawieść innych. Zamiast pytać: „Co czuję? Czego potrzebuję? Co jest moje?”, skupiamy się na tym, kim powinniśmy być i jak powinniśmy żyć.
Mój budzik
Dopiero doświadczenie przemocy i decyzja, by poszukać pomocy, rozpoczęły mój proces powrotu do siebie. W moim przypadku kryzys stał się budzikiem. Postawił mnie twarzą w twarz z tym, jak bardzo byłam od siebie odcięta.
Czasem zastanawiam się, jak silny wstrząs musi się wydarzyć, żebyśmy naprawdę się ocknęli i zwrócili ku sobie. Co musi pęknąć, żebyśmy zaczęli słyszeć własny głos?
Dopiero po czasie zauważyłam, że w słowie „przemoc” ukryta jest „moc”. I właśnie wtedy rozpoczęło się moje odzyskiwanie jej.
Kiedy zaczęłam ponownie czuć, pojawiła się ogromna fala wszystkiego, co przez lata pozostawało zamknięte. Jakby ktoś nagle otworzył drzwi małej piwniczki, w której długo gromadziły się emocje.
Z czasem uczyłam się nie tylko je odczuwać, ale również przyjmować z miłością te części siebie, które bały się własnej wrażliwości. Zaczęłam rozumieć, że powrót do mocy rozpoczyna się od odzyskania kontaktu z tym, co w nas żywe.
Powrót do mocy zaczyna się od czucia
Dziś, także z perspektywy pracy z ludźmi 1:1, widzę tę zależność bardzo wyraźnie. Kiedy tracimy kontakt z ciałem i własnym czuciem, coraz trudniej rozpoznać, co nam służy. Trudniej poczuć swój kierunek, zaufać decyzjom, stawiać granice, doświadczać radości i odnaleźć chęć do życia.
Widzę również, jak często pragnieniu powrotu do siebie towarzyszy lęk przed tym, co możemy poczuć. Jeżeli przez lata nasze emocje, wrażliwość i naturalne reakcje były wyśmiewane, zawstydzane albo odrzucane, zaczynamy bać się także tej żywej części siebie.
Jak odzyskać kontakt ze sobą, skoro jednocześnie boimy się tego, co może się w nas obudzić?
Nie ma tu niebieskiej pigułki ani drogi na skróty. Powrót do siebie jest procesem — powolnym, stopniowym i bardzo żywym.
Chcemy realizować swój najwyższy potencjał, żyć pełniej, odważniej i w większej zgodzie ze sobą. Często jednak chcielibyśmy ominąć to, co budzi się po drodze: własny cień, złość, smutek, wstyd, pragnienia i głos płynący z brzucha.
Tymczasem odzyskanie mocy oznacza również odzyskanie zdolności czucia. Zaczynamy nie od wyobrażania sobie, kim kiedyś będziemy, lecz od obecności przy tym, co dzieje się w nas teraz. Krok po kroku uczymy ciało, że może czuć i nadal pozostawać bezpieczne.
Wewnętrzne słońce
Ta medytacja przyszła do mnie latem. Słońce stało się jej najważniejszym obrazem — przypomniało mi o mocy, która nadal jest w nas obecna, nawet kiedy na długo zasłaniają ją chmury.
„Kody Wewnętrznej Mocy ” prowadzą przez proces stopniowego uwalniania przejętych przekonań, obrazów siebie i napięć, które zasłaniają kontakt z własną mocą. Pomaga wrócić do ciała, czucia i wewnętrznego prowadzenia, dzięki czemu możesz rozpoznać swój kierunek i zrobić kolejny krok w większej zgodzie ze sobą. Możesz do niej wracać wielokrotnie, ponieważ kolejne warstwy odsłaniają się w swoim tempie.
Kiedy tworzę medytacje, otwieram przestrzeń i pytam: co tym razem chce się przeze mnie pojawić? Odpowiedzi przychodzą w postaci obrazów, symboli i kolejnych etapów podróży.
„Kody Wewnętrznej Mocy” zaczynają się od połączenia z duszą, najwyższym potencjałem i ciałem. Najpierw wracasz do ziemi i własnego centrum, a później stopniowo zdejmujesz warstwy tego, co może zasłaniać twoją energię: przejęte przekonania, cudze obrazy ciebie, lęk przed ruchem i wewnętrzne zamrożenie.
W pewnym momencie pojawia się także twoja droga. Odsłania się stopniowo, czasem tylko na jeden kolejny krok. I właśnie tyle na dany moment wystarczy.
Po medytacji możesz zapisać obrazy, słowa i odczucia, które się pojawiły.
Tym razem medytację udostępniam bezpłatnie przy zapisie na mój newsletter. Stworzyłam ją również z myślą o osobach, które jeszcze nie znają mojego sposobu prowadzenia i chciałyby po raz pierwszy wejść w tę przestrzeń.
Możesz do niej wracać. To, co przez lata zasłaniało kontakt ze sobą, często odsłania się warstwami.
Poprosiłam Alicję, która tworzy wspaniałe sketchnotki, aby przełożyła na obraz proces opisany w tym artykule. Pokazała drogę od stopniowego odcinania się od siebie, przez decyzję i powrót do czucia, aż po odsłanianie własnej mocy. Bardzo porusza mnie to, że na tej mapie moc nie pojawia się nagle — ona przez cały czas jest w nas, tylko bywa zasłonięta.

Więcej treści Alicji — łączących naukę języka angielskiego z motywacją i rozwojem — znajdziesz w jej sklepie.


